Showing posts with label das poethica. Show all posts
Showing posts with label das poethica. Show all posts

Thursday, 17 September 2009

...Every man and every woman is a star...

93!

Dedykowane najpiękniejszej i nie poznanej bogini nocnego nieba.


Na początku gdy spotykają się dwie gwiazdy istnieje możliwość.
Możliwość stworzenia tego co wykracza poza jednostkowe pojmowanie.
Następnie powstaje chęć, przemożna chęć kreacji.
Jako iż każde z nas inaczej postrzega to co zwać można rzeczywistością
niechaj to co twórcze powstaje na styku tego co różne i odmienne od siebie.
Jednak niechaj pomimo różnic nie zostaną zatracone możliwości kreacji.
W ten czas dzika krew Satyra zaczyna drążyć tętnice istnienia
i powstaje to co nieograniczone pustymi dogmatami.
Życie oraz kreacja to eksploracja istnienia oraz wszystkich jego aspektów.
Należy pobudzić wszelkie oceany potencjalnych możliwości aby powstało
doskonałe Opus Magnum, a jest ono początkiem bez końca, początkiem wiecznej wędrówki.
Nie jest istotne to jaką drogą kroczymy, przynajmniej do momentu gdy kieruje nami otwartość i chęć rozwoju, a im bardziej różnić się między sobą będziemy tym większe korzyści przynosić nam będzie wespół istnienie.

fraternally, fr Thoth vel Tau
17 IX 2009 ev.
Sun in 24° Virgo : Moon in 10° Virgo
Anno IVxvii

Wednesday, 09 September 2009

Śmierć

Każdemu pisana jest śmierć.
Powoli gasząca nam powieki,
odchylająca nam głowę w tył.
Napinająca mięśnie, przenikająca
umysł niczym sygnał do startu
dla sprintera.

Rzucamy wyzwanie przestrzeni,
pełni dumy z własnych osiągnięć
bądź przepełnieni żalem i wątpliwościami,
umieramy. W iluzji życia.
Często śni mi się, bezpruderyjnie i nachalnie,
Śmierć.

Śmierć jako punkt kulminacyjny.
Tak nie dyskretnie, na oczach milionów.
Niezliczonych milionów odległych przestrzeni.
Bezwstydnie wpatrzony w ciało gwiazd.
Umieram.
I stoję przed obliczem, czego?
To ja sam, moja myśl zginała.

Inicjowany, głębiej niźli sięga światło gwiazd.
Śmierć.

fraternally, fr Thoth vel Tau
93,93/93!
08 IX 2009 e.v.


Sun in 17° Virgo : Moon in 17° Taurus
Anno IVxvii

Sunday, 27 April 2008

EGO SUM

Ego sum via et veritas et vita
Veritas premitur, non opprimitur
Temporis filia veritas

Powstałem i jestem Życiem,
Życie jest pomiędzy tajemnicą a rzeczywistością,
Życie jest inne od materii, tylko tak postrzegam czas,
Jestem ognistą nicią która przetrwa wszystkie
zmiany materii. Wiem, Jestem Życiem!

Miliony lat trwania, posiadałem wiele ciał,
Wiem, jako posiadacz mocy przetrwałem,
Wiem, jestem mocą, jestem życiem!

Jestem nieugaszoną iskrą, która świeci wiecznie
i zadziwia oblicze czasu, Wiecznie spełniam swa wole,
rozbijam swą namiętność o bryłowate skupienia materii,
zwane ciałem, które zamieszkuje przejściowo.

Spacerując po wodzie wyryłem swe imię w odmętach,
Spacerując po polu bitwy wyryłem swe imię w krwi historii.
W każdym geście rytuału zamieszczam milczenie,
Jestem niczym mgła

Pozbaw mnie wszystkich palców,
Jestem życiem, duch jest nietknięty.
Ostrzyż mi włosy. Zetnij mi ostrą brzytwą usta,
nos, uszy, wyłup mi oczy i wtedy,
w tej pokiereszowanej czaszce, przytwierdzonej
do porąbanego korpusu, w tej komórce chemicznego ciała,
będę zawsze ja, nieskalany, nie umniejszony.

Jestem sercem boga, Zabij i serce,
uczyń zemnie miazgę krwawa, i tak pomimo to!
Jestem życiem! Tak, jestem życiem! ciało umarło, ciało to nie JA!

To co uważam za wielkie dzieło, zostało spisane...

Ja jestem drogą i prawdą i życiem.
Prawda jest gnębiona, lecz nie pognębiona.
Prawda jest córką czasu

Friday, 01 February 2008

„Modern Cult ov Holocaust”

O wy! którzy pokładacie losy swe
w cudzych rękach „niewolnicy będą służyć”!

Otwieram swe usta w chwili gdy
czuje najwyższą pogardę dla was,
stoję na szczycie wieży Babel
jako pomnik samouwielbienia.
Oto są słowa klątwy:
Ohydny zarobaczony chrystusie
który ślizgasz się na swych własnych
odchodach, Agape już niema!
Jej zgnilizna rozlała się niczym
wymaz z łona matki twej
nad wszystkimi krainami
tego świata, zaklinam!
Pokaż mi swą siłę jeśli
jeszcze potrafisz?

Niczym pasterz owiec raktem odnajdujesz się
w chlewie jako pasterz świń żrących własne odchody.
Tak jak kiedyś kazanie głosiłeś z szczytu góry
tak teraz wsłuchają się w twe słowa gnijące
odchody i stare ściany więzienia moralności.

Nadzieja nie istnieje, jest Saturn i skorpion!
Tak! To wszystko dla was!
Bando żałosnych żebraków i cudzołożników,
dla was, którzy lgniecie do łona cywilizacji,
ZoS daje wam słowa nowej religii!
Psubraty! Gwałciciele pustki!
Uciekając przed bólem nad wyraz
krwawą drogą, tylko rozmnażanie
jest podłóg was ostatecznością?!
Żyjecie w rzeźni modląc się do
wnętrzności zamordowanego ego czasu.
Czy istnieje tylko dusza i ciało?
Nie! Jestem jeszcze Ja!
Jako niebiosa jestem obojętny na wasze
modły, los i zbawienie wieczne!
Jestem mieczem który dzierży bestia,
zadaje cios, nie niosą zbawienia.

Zaprawdę powiadam wam iż:
Sodoma była miastem mej rozkoszy,
Lecz wasza teologia niczym ściek
wścieklizny zniszczył miejsce mego
życia w miłości i prawdzie.
Tak więc, w waszym świecie gdzie
błogość i oszustwo razem z wami
są artystami i architektami wszystko
zakończy się żałośnie splamione
krwią braterską! Oto są słowa!
Budzi was smród?
Śpicie przecież w chlewie koło koryta.
Złapani w sieci sentymentalizmu,
w własną pułapkę wpadliście,
niewiedzę w was ludzi lecz tłuste maciory
idące na rzeź! O Panie SABAO!
Daj mi dokonać rzezi na robaczywym
tłumie jeruzalem! TaaK!!!!!!!!

Czyń swą wolę! Odchodzę w sen...
ZOS KIA!
ZOS CULTovHOLOCAUST!

Sunday, 15 July 2007

„Grimoirum Baltica”

„Grimoirum Baltica”


Przebywszy krainę błota i krwi,

staję na krawędzi nieznanego.

Poprzez lasy i pola bitew,

tam gdzie słońce zapada

się w odmęty bałtyckiej wody.

Zachód słońca, blask bursztynu

niczym starożytny kamień filozoficzny

rozbłyska w ciemności otchłani.


Znów stary diabeł upomina o mnie się.

Nad brzegiem morza stoję,

spoglądam w dół waszego życia.

Jestem pielgrzymem rubinu oraz złota.


Wprost na zachód rozpościeram

ramiona tak aby powstał symbol Tau,

z morskich fal wzywam najstarsze duchy.

Zgniłe myśli ojców oraz starych Bogów.

Szukam, spoglądam, krzyczę!

Dajcie mi myśl abym mógł tworzyć.

W czarnych falach dostrzegam tylko

twarze martwych ludzi.

Milcząc spoglądają w

blask słonecznego bursztynu.

Tylko szept fal i wiatru wprost

z otchłani blasku zachodu.

„zabij boga w sobie”


Znów stary diabeł upomina o mnie się.

Nad brzegiem morza stoję,

spoglądam w dół waszego życia.

Jestem pielgrzymem rubinu oraz złota.


Zapadła ciemność,

Przerażający chłód morza dotarł do mnie,

lecz w skostniałych dłoniach nadal

trzymam ziarno bytu, zaklęte światło

ogrzewa duszę mą wspomnieniem chwały.

Szepczą fale „podążaj w stronę światła”.

Albowiem ono jest naszym przesłaniem,

Wiecznie obracające się koło życia.

O ty które na wschodzie,

Bursztynie istnienia!


Znów stary diabeł upomina o mnie się.

Nad brzegiem morza stoję,

spoglądam w dół waszego życia.

Jestem pielgrzymem rubinu oraz złota.